W ostatnich dniach w mediach nasilił się temat ludzi, którzy są poszkodowani przez kredyty we frankach. Politycy oczywiście starają się z tego zrobić użytek.
Na początku, trzeba uświadomić sobie jedno: to nie CHF jest problemem w tej kwestii, tylko PLN.
W 2008 roku, kiedy ludzie masowo brali kredyty hipoteczne (wg hasła "kto nie kupił mieszkania ten przegrał życie"), waluty obce z perspektywy Polaka były stosunkowo "tanie". Nie tylko CHF, ale USD i EUR były o ok 1 zł tańsze (USD ok 2.10, EUR 3.20).
Zatem, porównując do obecnej sytuacji, to czy ktoś brał kredyt we frankach, czy dolarach lub euro, w zasadzie nie ma istotnego znaczenia z punktu widzenia kursu walutowego.
Innymi słowy, to osłabienie PLN uderza najmocniej tych kredytobiorców. A skąd wzięło się to osłabienie?
Fakty są takie, że obecne kursy głównych walut obcych są na poziomie z roku 2006. W latach 2007-2008, kiedy kredyty we frankach były najbardziej popularne, polska waluta znacznie się umocniła, dolar "potaniał" z 3.50 do 2.10, euro z 4.10 do 3.20, frank z 2.60 do 2.00.
Napisałem "potaniał" w cudzym słowie, bo to jest względne. Z perspektywy zewnętrznej, to PLN bardzo podrożał i w zasadzie to jest kluczowa sprawa.
Ludzie posiadający kredyty we frankach, nie są ofiarami umocnienia się franka. Oni są ofiarami nadmiernego umocnienia się złotówki w latach 2007-2008.
W tamtych latach, mocny złoty był nam na rękę z perspektywy cen paliw, bo w tym samym czasie cena ropy poszybowała z 70 do 140.
Kogo winić za zaistniałą sytuację?
W zasadzie ludzie są sami sobie winni. Wielu, albo i większość z tych osób, wolała wziąć kredyt CHF niż PLN z dopłatami z programu "Rodzina na swoim", bo rata we frankach była trochę niższa. Zapewne wielu (jak nie wszyscy) też liczyło na to, że kurs CHFPLN dalej będzie spadał, a ceny nieruchomości jeszcze urosną - tak zapewne nastrajali ich doradcy finansowi, którzy na tych ludziach słono się obłowili.
Nie bez winy są też władze, które na czas nie ograniczyły dostępności kredytów w CHF. Nie jest tajemnicą, że ludzie bogaci i wpływowi w tym czasie, zajmowali się deweloperką i sprzedażą nieruchomości, więc nie na rękę było im ograniczanie akcji kredytowej.
Jakie jest moje zdanie na temat pomocy tym kredytobiorcom?
Po pierwsze, sytuacja i tak nie jest beznadziejna, bo wartości nieruchomości nie spadły aż tak znacznie. Wiele z tych osób jest w stanie sprzedać mieszkanie/dom w cenie zakupu. Zatem mogą je sprzedać, spłacić kredyt, pozbyć się problemu, i wynająć mieszkanie.
Co jeśli wartość kredytu przewyższa wartość mieszkania?
No cóż, to już jest sprawa kredytodawcy. Banki nie są instytucjami charytatywnymi, zarabiają na nas ale i muszą dbać o swoje interesy. Jeśli udzieliły takich kredytów, które są źle zabezpieczone, to nie może być wina kredytobiorcy.
Innymi słowy, wydaje mi się, że ludzie, a szczególnie rodziny, powinny mieć możliwość wyjścia z tej sytuacji, tak aby uwolnić się od problemu i zorganizować sobie sprawy mieszkaniowe od nowa (wynajęcie lub nowy kredyt na mieszkanie tańsze). Oczywiście jak najmniejszym kosztem reszty społeczeństwa.
Rozważyłbym taką opcję, że jeśli ktoś czuje, że kupując mieszkanie na kredyt w CHF "przegrał życie", to ma prawo oddać mieszkanie bankowi i uwolnić się od kredytu. Oczywiście, zazwyczaj w takiej sytuacji bank dostanie mieszkanie poniżej wartości kredytu, więc będzie stratny.
Sytuacja w której rodziny nie mogą się normalnie rozwijać, bo kredyt we frankach ich dusi, nie ma sensu i powinna być rozwiązana przy pomocy władzy, bo same banki są w stanie wykończyć tych ludzi. A Ci ludzie nie powinni być ofiarami pazerności bankierów i deweloperów.
To Banki, a nie zwykli ludzie, powinni być odpowiedzialne za to, żeby udzielone kredyty były spłacane i odpowiednio zabezpieczone.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz